Ostatnie posty

Wywiad Ales Hama: Jestem wdzięczny naturze za wiele rzeczy

Klára Antošová

29. 9. 2024

zegar
12 minut

Aleš Háma do niedawna był dla mnie przede wszystkim szybkim i dowcipnym prezenterem, muzykiem i znakomitym aktorem. Wiedziałem, że lubi polować, łowić ryby i uprawiać ogród.

Ale nie miałem pojęcia, że jego związek z naturą i wszystkim, co w niej żywe i nieożywione, był dla niego tak fundamentalny i definiujący. Ten temat przewijał się przez cały wywiad i gdyby przestrzeń w magazynie była nadmuchiwana, prawdopodobnie moglibyśmy go rozwijać w nieskończoność.

Co od razu przychodzi ci na myśl, gdy myślisz o naturze?

Dla mnie to fundamentalna, ważna relacja. Moi rodzice wychowali mnie na łonie natury, spędzaliśmy dużo czasu w domku w Rudawach i wiele jej zawdzięczam. Na przykład, zawsze była dla mnie wielkim źródłem w wychowywaniu moich dzieci, kiedy mogłem pokazać im w prawdziwym życiu, co prowadzi do czego, jak należy zachowywać się wobec natury i dlaczego. Mawiałem chłopcom: Traktuj przyrodę tak, jakbyś był jej częścią, a nie tak, jakbyś był tu w odwiedzinach.

Czego konkretnie nauczyłeś swoich synów?

Na przykład wyczucia tego, co dzieje się w lesie. Jak zachowuje się natura. Dlaczego zwierzęta robią pewne rzeczy. Jak wszystko jest ze sobą powiązane, niezależnie od tego, czy jest to środowisko wodne, czy leśne, i jedno nie może funkcjonować jako pasjans bez drugiego.

Skąd czerpiesz wiedzę o przyrodzie?

Mam naprawdę spore grono znajomych i przyjaciół, którzy o przyrodzie wiedzą bardzo dużo, bo są leśnikami, wędkarzami, albo po prostu żyją i pracują na łonie natury i potrafią np. rozmawiać ze zwierzętami. Z niektórymi z nich też rozmawiałem, ale nie jestem w tym totalnym specem, choć bardzo bym chciał. Ale niezależnie od tego, czy łowię ryby, wędruję po górach, czy jestem nad wodą z moimi dziećmi, zawsze zauważam ślady zwierząt, skorupy owadów, zastanawiając się nad kontekstem tego, co się dzieje i dlaczego. Nie zająłem się więc łowiectwem dlatego, że chciałem polować, ale dlatego, że chciałem lepiej zrozumieć zwierzęta, ich zachowanie i naturę w ogóle. I stało się to zupełnie przypadkowo: Po czterdziestu latach natknąłem się na byłego kolegę ze szkoły teatralnej, Petera Joo, który wciągnął mnie w prawdziwe polowanie.

Jak miłość do natury i polowanie na zwierzęta idą w parze?

Zasada jest taka sama jak u naszych starożytnych przodków, którzy nigdy nie zabijali zwierząt dla zabawy. Kiedy poluję na zwierzę, przetwarzam je w stu procentach, tak że wszystko, co pozostaje, to stos białych, spawanych kości, które oczywiście można nadal przetwarzać, jeśli ktoś chce. Na skórze można zarobić, ale ja tego nie robię. Ale jeśli chodzi o mięso, to mam czyste sumienie. To, czego nie zjem i nie zmieszczę w zamrażarce, przerabiam na przetwory, kiełbasy czy salami. Złapanie i przetworzenie zwierzęcia jest dla mnie jak święto.

Na ile zwierząt łownych polujesz w ciągu roku?

Około czterech dużych zwierząt łownych. Oczywiście o las trzeba dbać, to tak jak z zielenią w ogrodzie – lubisz ją, ale czasem musisz dotknąć, bo wyrośnie ci na głowę. Jeśli nie chcesz mieć lasu, musisz go ciąć, przycinać, nawozić, krótko mówiąc, dbać o niego. Ten sam system działa w lesie. Aby zwierzęta się nie rozmnażały, trzeba je ograniczyć. Jeśli można to zrobić poprzez polowanie, gdzie zwierzę pasie się do ostatniej chwili, a potem jego życie kończy się w setnej części sekundy, uważam to za najbardziej humanitarny sposób.

Jak to wygląda, kiedy idziesz na polowanie? Czekasz czy idziesz przez las?

Polowanie może być stacjonarne, co oznacza, że siadasz na stosie lub w jakimś miejscu i czekasz. Na przykład jelenie są terytorialne, mają miejsca, do których wracają. Są też szlaki, którymi jelenie zwykle podążają na łąki i wracają do lasu o świcie. Tam właśnie polują. Dotyczy to jeleni, danieli i innej zwierzyny, z wyjątkiem świń, które są wędrowcami. Latają po lesie w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Jesienią żołędzie, gryki, a tam, gdzie jest miękka, wilgotna gleba, strasznie lubią wykopywać różne larwy. Trzeba po prostu nauczyć się gdzie szukać zwierzyny, trzeba oczywiście poznać tropy i oszacować ich wiek. Ale to, co lubię najbardziej, to chodzenie – szwendanie się po lesie, chłonięcie wszystkich dźwięków i zapachów, gdy idzie się ze świtem. Przez większość czasu jest pięknie wilgotno i łatwo się oddycha. Słońce wschodzi, przyroda się budzi i z absolutnej grobowej ciszy las nagle wybucha strasznym brajgul w ciągu pół godziny. Podczas tej krzątaniny widziałem płowe, które rodziło się chyba przez godzinę. Było jeszcze całe mokre, matowe, ledwo stało, a mama uczyła je jak to robić. Takie chwile to wielka radość. Dla mnie polowanie to bardziej obserwacja niż polowanie.

Polowanie to także wabienie zwierzyny. Czy masz na to wpływ?

Potrafię gwizdać na jelenie w rui, żeby przybiegły. Gwizdanie naśladuje dźwięki wydawane przez łanię w celu przyciągnięcia płowego. Jest 63 dni po tym, jak urodziła młode i znów ma owulację. Trwa to tylko kilka godzin, a jelenie mogą oszaleć. Konkurują ze sobą i wypierają się nawzajem ze swoich terytoriów. Wabienie na początku zwykle przyciąga młode, nieokrzesane osobniki i dość trudno jest wyciągnąć z lasu starego kozła, który właśnie ma zostać upolowany. Wabienie jeleni, znowu, oznacza trąbienie, to trochę komiczne.

Fajnie jest też zwabić myszołowa, ponieważ jest bardzo terytorialny, broni swojego, a jeśli na niego zagwiżdżesz, przyleci strasznie wściekły, aby zobaczyć, jakim jesteś intruzem. Lis jest łatwy do przyciągnięcia, jeśli piszczysz jak królik w niebezpieczeństwie. Przybiegnie do ciebie z odległości trzech metrów. Na przykład w Erzgebirge lisy nie robią nam krzywdy, ponieważ nie ma tam bażantów ani zajęcy, więc nie ma powodu, by na nie polować. Ale moi przyjaciele, którzy hodują kuropatwy, bażanty i zające, naturalnie uważają lisa za szkodnika. Więc czasami pomagam im z lisem. Czasami trzeba też kierować się zdrowym rozsądkiem, ale mam wrażenie, że w jakiś sposób zanika on w myślistwie i innych ludzkich działaniach.

Byłeś rybakiem na długo zanim zostałeś myśliwym. Kiedy zacząłeś łowić?

Sześć lat, lato 1979 roku. Pamiętam dokładnie to miejsce: Było to nad rzeką New River w pobliżu Hamr, niedaleko Trebon. Zwickerowie z farmy mieli syna, nie pamiętam jego imienia, który po raz pierwszy zabrał mnie na ryby. Najpierw zbieraliśmy dżdżownice w oborniku, a potem poszliśmy łowić pod jazem. Tam złowiłem swojego pierwszego bassa. Zawsze mówię z przesadą, że było odwrotnie, że to on złapał mnie. Potem dostałem od dziadka jego stare wędki, zacząłem chodzić do klubu wędkarskiego i po prostu łowiłem.

Ty i twoja żona, Gabina, dużo podróżujecie. Czy wędkarstwo przeplata się z podróżami?

Czasami tak. Na przykład w Amazonii, w mieście Puerto Maldonado, łowiliśmy ryby w rzece Madre de Dios. Złapaliśmy te małe guziki, ale było fajnie. W tym roku lecimy z żoną na Alaskę, by odwiedzić moich przyjaciół w Jukonie. Nie ominie nas tam wędkowanie. Pstrągi, lipienie, mój syn złowił tam w zeszłym roku łososia. Jestem ciekaw, jak Gabina poradzi sobie z wędką muchową. Ale ponieważ jest uzdolniona fizycznie, jestem pewien, że sobie poradzi.

Marzysz o wielkim połowie?

Nie, nie jestem typem zdobywcy trofeów. Nigdy nie miałem tego w sobie. Nie mam potrzeby czekania dwanaście godzin w jednym miejscu na tę wielką rybę, która podobno tam jest. Wolę chodzić po rzece. Ale nadal mam ryby trofealne, dziewięćdziesięciodziewięciocentymetrowego sandacza lub pięknego lipienia – czterdzieści osiem centymetrów, co jest dość wyjątkowe.

Czy Twój związek z naturą i szacunek do niej przekłada się również na pielęgnację ogrodu?

Jedyne, co nawożę nawozem syntetycznym, to cztery pelargonie przed domem. Ponieważ ich nie jemy. Poza tym co roku robię mączkę z ogromnej torby pokrzywy, której mam około ośmiu wiader i stopniowo ją rozcieńczam. Robię to jeszcze lepiej z ciecierzycą. Co jest okropnym zapachem. Vasek Kopta nienawidzi mnie za to, ponieważ jego żona Simona, według mnie, przygotowała pokrzywę z kurczakami, postawiła ogromną beczkę pokrzywy obok wanny z hydromasażem i Vasek wąchał ją przez całe lato. Ale to czyni cuda w ogrodzie. Jestem w trzecim roku. Czasami biorę też skądś obornik, a potem wożę go na dachu mojego starego samochodu, a kiedy złapie mnie burza, a na dachu jest 100 kilogramów obornika, kierowcy w samochodach za mną są naprawdę szczęśliwi. Stosuję też nawożenie zielone, czyli sadzę więcej roślin strączkowych po żniwach, a następnie uprawiam je na grządce.

Czytałem, że jesteś również zapalonym kompostownikiem.

Kompost jest niezbędny. Mam w swoim kącie miejsce, w którym kompost ma naprawdę 18 lat. Uwielbiam go. Dodaję go wiosną, aby rozpocząć kwitnienie, a potem dodaję go z powrotem, to po prostu klejnot. Nie trzeba go niczym nawozić, wystarczy wsadzić w niego pestkę wiśni i mamy drzewko. Zafascynowało mnie to na Filipinach, gdzie jest wilgotno i ciepło, a to, co upuścisz na ziemię, od razu kiełkuje. I nikt niczego nie wyrzuca, więc mają miliony różnych doniczek z różnymi roślinami wokół domów.

Czy twoja żona lubi ogrodnictwo?

Moja żona jest ekspertem od roślin domowych, zwłaszcza storczyków. Nie rozumiem, jak ona to w ogóle robi, ale ktoś przynosi jej całkowicie suchą orchideę, która naprawdę wygląda, jakby się żegnała i każdy inny by ją wyrzucił, ale z jakiegoś powodu Gaby ją odzyskuje i odrasta. Zajmuję się ogrodem.

Co uprawiasz?

Mam pomidory, trochę papryki, zawsze cukinię, którą zbieram prawie z kwiatem, ponieważ nienawidzę dużych pomponów. Każdego roku mam ziemniaki, trochę kukurydzy, a także papryczki chili, różne rodzaje, to bardziej dla zabawy i miło na nie popatrzeć. Moim ulubionym warzywem jest boćwina, przycinam ją i odrasta, co jest genialne. Również boćwina, którą trzymam w zamrażarce grubo do zup i ziemniaków i drobno do dekoracji. Zawsze muszą być chmury bazylii, robię tony bazyliowego pesto, za którym szaleje cała rodzina.

Mam sztuczkę z jednoroczną pietruszką, w której zostawiam ją w ziemi do drugiego roku, a potem wciąż maluje na wiosnę, zanim pojawi się nowa, co jest całkiem fajne. Dużo pietruszki i szczypiorku wkładam do zamrażarki na zimę. Przyjaciółka z Mělníka zawsze przywozi mi latem dużo marchwi, pietruszki i selera, więc ścieram je na tarce, zamrażam, a potem używam do zup, pod stek z polędwicy i wszędzie tam, gdzie są przydatne. Mamy też oczywiście zioła, takie jak rozmaryn, tymianek, rumianek i inne. Gdy tylko zaczną zielenieć, parzę z nich herbaty. Podstawą jest zwykle rumianek, mięta, szałwia, może nawet nagietek, gotuję je w gorącej wodzie, pozwalam ostygnąć i dodaję trochę miodu. Wszyscy śmieją się ze mnie, że robię mikstury, ale ja to lubię, to najlepszy napój.

Umawialiśmy się na ten wywiad przez około dwa miesiące, zanim trafiliśmy na czas, kiedy można znaleźć wolną godzinę między pracą. Jak można prowadzić ogród i nadal przetwarzać plony z takim poświęceniem?

Jutro rano znowu robię zdjęcia. Postanowiłem przyrządzić na planie oskubaną kaczkę. Włożę ją do piekarnika razem z jabłkami i cebulą, potem obiorę, posiekam, włożę do słoików i rano będzie gotowa. I gotuję trochę wołowiny do marynaty koperkowej, którą zrobię jutro. Kręcę i bawię się od maja. Codziennie uczę się nowych kwestii, jestem na planie przez dwanaście godzin, gdzie powtarzam te same kwestie może z sześć razy, które w nocy muszę wyrzucić z głowy, żeby zdążyć z kolejnymi stronami scenariusza. Więc ja też muszę się wyłączyć. Po prostu zrobię sobie przerwę od gotowania i ogrodnictwa. W tym roku na przykład sadziłem groszek z czołówką i wcale mi to nie przeszkadzało. Tylko, że chyba i tak widziały mnie przy tym jakieś ptaszyska, pozwoliły mu puchnąć przez trzy dni i cieszyły się nim.

Wspomniałeś o filmowaniu. Nad czym teraz pracujesz?

Kręcę z Petrem Zelenką serial Limits, który porusza wiele tematów związanych z ekologią i będzie emitowany w czeskiej telewizji od stycznia. Właśnie kręciliśmy scenę z pszczołami, w pszczelich kombinezonach, i całkiem poważnie myślałem o założeniu rodziny pszczelej. Jesteśmy uzależnieni od miodu w domu, kupujemy go drogo, a w naszym ogrodzie mamy mnóstwo kwitnących roślin. Myślę, że dwa ule byłyby w sam raz.

Spróbujmy zakończyć tę historię krótką ankietą.

Nad wodą.

Twoje niezapomniane doświadczenie na łonie natury?

Na przykład jedno na milion: wschód słońca na Śnieżce, kiedy spędziłem tam noc zupełnie sam. Niesamowite uczucie bycia osobą ponad całym światem.

Miejsce na łonie natury, które chciałbyś dzielić z żoną?

Jest kilka miejsc w Jukonie, które chciałbym jej pokazać.

Kiedy uważasz, że nam, ludziom, najbardziej brakuje zdrowego rozsądku, jeśli chodzi o naturę?

Ilekroć człowiek zaczyna mieć poczucie boskiej ręki, tj. przekonanie, że to, co robi, jest dobre. Jako przykład weźmy bigoteryjną ochronę niektórych gatunków dzikich zwierząt. Spójrzmy na to, co stało się na Słowacji z ekstremalną ochroną niedźwiedzi. Każdej jesieni jeżdżę do Wielkiej Fatry i zawsze przynajmniej dwa razy spotykam niedźwiedzia. W tym roku czterdzieści z nich zostało zastrzelonych, nie jako środek ostrożności, ale dlatego, że były już niebezpieczne dla ludzi. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku bobrów i wilków. Każda skrajność tworzy drugą skrajność. Ponownie wracam do braku zdrowego rozsądku. Do bardzo normalnego, zwyczajnego myślenia, tak jak robili to nasi przodkowie i zazwyczaj się to opłacało.

Powiązane artykuły

Źródło: magazyn z przepisami

Leave a Response

Bogdan

Bogdan

Bogdan
Cześć, nazywam się Luca i jestem autorem tej strony z przydatnymi poradami kulinarnymi. Zawsze fascynowało mnie gotowanie i kulinarne eksperymenty. Dzięki wieloletniej praktyce i nauce różnych technik gotowania zdobyłem duże doświadczenie w gotowaniu różnych potraw.